czwartek, 20 sierpnia 2015

Zanzibar

Witajcie ludzie z Internetów!

Chyba nigdy nie miałam w planie opisywać tego jak minął mój dzień w każdym razie nie na tym blogu. Nie że jakoś chciałam tego bezwzględnie uniknąć, ale po prostu jakoś tak.

Jestem typem osoby, która niechętnie rusza się z domu, poza obręb swojej posesji, ale tym razem postanowiłam jednak ruszyć swoje zacne cztery litery i gdzieś pojechać w końcu są wakacje, c'nie?
Tak.
Spływ kajakowy, z moim tatą i jego kolegami. W sumie było dziesięć osób. Ja, tata, dwaj chłopcy znacznie ode mnie młodsi, dwie dziewczyny (w sumie chyba powinnam powiedzieć panie) i jeszcze czterech facetów.

Nie mam żadnych zdjęć. Bałam się brać telefon, żeby go nie zamoczyć a był za duży, żeby wsadzić go do słoika.
To był mój pierwszy taki wypad z tatą (mama niestety boi się wody i nie umie pływać i na stówe nie dałaby się namówić 100%, niestety). Pierwszy raz płynęłam kajakiem, pierwszy raz miałam w ręce wiosło. Zaraz po zajęciu miejsca tata poinstruował mnie co i jak i jakoś dałam radę dotrzeć do pierwszego przystanku, nie wywracając przy tym kajaka.

Później było już tylko łatwiej :)
Przegoniłam kajak w którym siedzieli dwaj faceci.
Słyszałam tylko za plecami:

"No nie. Dziewczyna mnie przegania i do tego osiemnastoletnia"

Nie macie pojęcia jaka byłam wtedy z siebie dumna, dodatkowo strasznie mnie to rozbawiło :)

Tym co mi się nie podobał było to, że co chwilę robiliśmy jakiś postój, bo faceci chcieli sobie wypić piwko albo oddać piwko naturze, no rozumiem, że piwko tak działa no ale po cholere tego tyle pić? Takie gorzkie, niedobre bleee... już wolę te moje owocowe tzw sikacze ;-;
Drugą rzeczą było to, że ciągle ktoś zostawał w tyle, a że mój tata był według mnie najbardziej odpowiedzialną i ogarniętą osobą z nich wszystkich, to cały czas zatrzymywaliśmy się albo płynęliśmy specjalnie pod prąd rzeby zobaczyć czy z nimi wszystko ok, czy nikt nie potrzebuje pomocy - mój tata taki super hero normalnie ;)

Rzeczą którą normalnie muszę zapisać jest akcja z krowami.
Kiedy zatrzymaliśmy się na przy smażalni ryb, jeden z kolegów taty wraz z swoim synem przepłynął rzeczkę, wyleźli po drugiej stronie. Zbliżli się do stojących tam krówek - jak się później okazało do byczków - i jednemu z nich założyli na głowę czapkę z daszkiem innego kolegi.
To było piękne :')

Po kilku godzinach w końcu dotarliśmy do celu, czyli do hotelu
gdzie mieliśmy się najeść wyspać i jak najszybciej uciekać. 


*W tym właśnie momencie 21:15 19 sierpnia 2015r leżę sobie w łóżeczku i piszę tego posta :)*

Teraz troszkę o samym hotelu.
Powiem tak.

- Wizualnie jest super. Każdy pokój to tak jakby inny kraj. My jesteśmy w pokoju #10 czyli w Zanzibarze. Z tego co tu zauważyłam jest tu też Alaska i Japonia - do której chciałabym się dostać i zobaczyć jak wygląda, ale nie będzie mi to dane ;-;

Zdjęcia pokoi z fanpage'a Przystaneku Tleń
Maroko
Japonia
Alaska
Apartament Kenia
-Jeśli chodzi o czystość to nie będę się przeczepiać do smug na szybie kabiny prysznicowej.
Żadne karaluchy mi tu nie biegają, pająka żadnego nie widziałam więc jest ok :)

- Obsługa. No ujdzie, mogli by się odrobinę więcej uśmiechać i było by super. Chociaż ta pani, która przed chwilą sprzedała mi wodę była nawet ok ;)

- Mają własne piwko, dżemiki i miodek. Trochę kosztuje no ale cóż...

- Jedzenie. No tutaj to akurat będę hejtować, ale w sumie to nie tak do końca. Z tatą zamówiliśmy sobie na kolacje zupę grzybową, żurek, schabowego z ziemniaczkami w mundurkach i klopsy z dzika z buraczkami i kaszą o i ja jeszcze miałam jakąś kapustę kiszoną czy co to miało być.
Ok.
Zaczynam hejt. 
Zupa grzybowa w smaku była ok, ale zasmuciła mnie ilość makaronu. Wróbelek by się tym nie najadł ;-;
Schabowy... panierka za bardzo odchodziła a sam schabowy był suchy.
Ziemniaczki w mundurkach hejtuję bo po prostu ich nie lubię, ale tata wszamał je odemnie ze smakiem także chyba były dobre.
O tych klopsikach z dzika nic mi nie wiadomo, ale wiem cosik o buraczkach. Były za kwaśne, ale no od biedy dało się zjeść. Z głodu nie umrę, ale też nie powiem, że opasłam się jak bąk.
Na koniec jeszcze mrugnęłam do taty o mrożoną kawę z lodami waniliowymi i bitą śmietaną.
Na kawę nie mogę narzekać. Była przepyszna!
Zaraz... czy na kawę w ogóle można narzekać?

Szukałam w internetach jak najbardziej podobnej kawy.
Tu brakuje tylko posypki i słomeczki :)

- Jeszcze jeden hejt. Woda. Woda 0,3l w szklanej butelce, 4 złote. Nie, nie płaczę nad ceną. Płaczę na ilością tej wody. Co ja mam zrobić kiedy mam wysoki cukier i chce mi się pić albo taki ktoś na kacu - wiem, że klin klinem - ma wziąć większą ilość wody, a bar do 22:00 otwarty ;-; To jest smutne. Jeżeli nie masz czegoś swojego to zdechniesz w męczarniach.


STWIERDZENIE NA KONIEC:
Mimo tego iż wszystko mnie boli - nawet cycki - i jestem okropecznie zmęczona to jestem cholernie zadowolona bo w końcu się zdecydowałam, odważyłam, spróbowałam czegoś nowego i zdobyłam nowego skilla ;)


To wszystko :)
Dziękuję za uwagę!

Bye




Ej, ej ludziska! Udało mi się dostać do pokoju JAPONIA i rzeczywiście jest tam japoński klimat ;)
Przy okazji rozwaliłam sobie paznokieć przy dużym paluszku u lewej stopy.
Pękł...
Widzę krew...
Umieram...

R.I.P.

3 komentarze:

  1. Japonia.. *,* Na kawe nigdy się nie narzeka.. To nektar Bogów! *o*
    Współczuje z palcem.. :c
    tonaszhoryzont.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. O nie, nie umieraj, ale rozumiem, krew :c
    Super, że się dostałaś do Japonii, ale Alaska wygląda jeszcze lepiej, postaraj się XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Już jestem w domku także już się tam nie dostanę :'(

    OdpowiedzUsuń

♥ Ile od siebie dajesz, tyle dostaniesz ฅ/ᐠ。ᆽ。ᐟ \ ♥

( ͡° ʖ̯ ͡°) - skopiuj w razie potrzeby!
( ͡° ͜ʖ ͡°) - skopiuj w razie potrzeby!