sobota, 12 sierpnia 2017

A gdybym...

A gdybym powiedziała ci, że to nie ja piszę tego posta, tylko ktoś inny?
A gdybym powiedziała ci, że MNIE już nie ma?
Czy przejąłbyś się moim zniknięciem? Tak jakbym była ci bliską osobą...
Przejąłbyś się tak po ludzku? Stać cię na tą odrobinę empatii?

Czy zastanawiałeś się czemu nie piszę?
Czy wszystko ze mną w porządku, czy nic mi nie jest?
Czy ktoś odwiedził mojego bloga pomimo braku nowego posta,
albo odzewu w komentarzach?

 Jestem nikim.
O mojej śmierci nie mówiono by w telewizji, radiu, internecie, bo przecież nie można wystawić przedstawienia ze spokojnej śmierci.



Pytanie.
Odpowiedź,
albo jej brak.
Stoję w miejscu. Utknęłam w ruchomych piaskach, a im bardziej próbuję się z nich wydostać... tym bardziej mnie pochłaniają.
 Przedstawienie trwa.
Nie mogę się wydostać, krzyczę ciszą o pomoc.
Nikt nie widzi, nikt nie słyszy.

Planuję... mój scenariusz 
musi być idealny.
Łapię się gałęzi, przyciągam się odrobinę, ale gałąź łamie się i znika.
Improwizuję, przedstawienie musi trwać.
Nie mogę zawieść mojej publiczności.
Próbuję, ale to nie zmienia faktu, że na scenie wciąż stoję w miejscu.
Jestem śpiewakiem bez głosu, tancerzem bez nóg.
Stoję w miejscu, więdnę, umieram.
Czuję jak wszystko mnie dusi, odbiera tlen, gasnę, niknę.
A żyć mogę gdy tworzę, w rzece pomysłów rozkwitam niczym kwiat o poranku.

Scenariusz.
Scenariusz.
Scenariusz.
Mój nigdy nie będzie zakończony.
Mogę go jedynie nakreślić.
Próba!
To już się dzieje, przedstawienie trwa!
Do przodu!
Dalej!

Nie znam tekstu.
Nie znam swej roli.
Nie wiem kim mam być, kogo gram.
Siebie?

A ty wiesz?
Znasz swoją rolę?
Jesteś jej pewien?
Znasz każdą kwestie?
Twoje przedstawienie będzie wystawione tylko raz.
Zagrasz perfekcyjnie?